Hejka.
Sram już tym wszystkim, i uwierzcie, że mam na to twarde dowody… Ale ogólnie temat ważny dla nas wszystkich. Wypada więc skrobnąć parę słów na ten temat, no nie?
W sieci toczy się batalia o umowę międzynarodową, zwaną ACTA. Chodzi o akt prawny pozwalający państwom w nim uczestniczącym na „walkę z piractwem”.
Wiecie, oglądałem przed chwilą telewizję, co robię naprawdę rzadko i to w dodatku nie u siebie. Wiecie co? Załamałem się i znienawidziłem twórców. A nie, przepraszam, nie twórców. Tylko debili.
Sam tworzę. Może nie są to dzieła najpiękniejsze, jakie świat widział, ale tworzę. Udostępniam większość moich „dzieł” na licencji CreativeCommons. Do części faktycznie zostawiam sobie pełnię praw. Ale mimo to nie rzucam się z karabinem maszynowym na każdego, kto skopiuje ode mnie kawałek tekstu, dźwięku, obrazu czy wideo. Nawet, jeśli idzie o całość materiału. Ludzie piszą, kiedy chcą wykorzystać jakiś fragment lub całość utworu – wtedy się zwykle zgadzam, bo znam cel, w jakim zostanie on użyty. Kiedy ktoś po chamsku zerżnie coś ode mnie – nie rzucam w niego granatami. Jeśli zauważę coś mojego, proszę o umieszczenie informacji o tym, że to ja jestem autorem, ew. że użyto fragment mojego autorstwa. Absolutnie nie czepiam się uczniów, studentów, bo i po co? Jeśli możesz podać źródło, będę wdzięczny. Jeśli sytuacja raczej nie zaleca podawania go, nie pójdę do sądu, że skopiowałeś sobie fragment, zredagowałeś i puściłeś do pani profesor!
Nigdy nie pójdę się sądzić z kimś, kto nawet jeśli ukradł ode mnie coś, co wrzuciłem do sieci na użytek prywatny – siedzi sobie po cichu w domku i słucha, czyta, używa w pracy domowej, magisterskiej, czy jakiejkolwiek innej. Oczywiście istnieją wyjątki. Jeśli perfidnie skopiujesz mój obrazek, podpiszesz się, że jesteś jego autorem i będziesz się z tym obnosił jak dziecko, kiedy dostanie pierwszą komórkę, możesz liczyć na pozew. Mało tego, dołożę wszelkich starań, żeby wsadzić Cię za kratki…
Chyba że wcześniej zapytasz. Na pewno się dogadamy, bo może negocjator to ze mnie żaden, to lubię, kiedy widzę chęć dogadania się z drugiej strony.
Posilę się komentarzami z rozmów ze znajomymi, których serdecznie pozdrawiam ![]()
Żeby zlikwidować problem kieszonkowców na dworcu nie zrzucamy na niego bomby atomowej. Tak właśnie miałoby działać ACTA.
To absurd, że za pobranie MP3 z sieci mogę pójść siedzieć, zostać potraktowany jak najgorszy przestępca. A nawet gorzej, bo nawet nie będę miał procesu sądowego. Najgorsi mordercy zasługują na sprawiedliwy proces, internauta, który wstawił śmieszne zdjęcie kotka już nie? Przyjdą, zabiorą komputer, odetną internet, zawiozą do pudła… Żeby było śmieszniej – nie pozwą mnie twórcy, artyści. Zresztą, jaki znów pozew. Sprawę zgłoszą wytwórnie muzyczne, filmowe, etc., które zdzierają z artystów ile mogą. Z dochodów dają im jakieś 5%, 10% w najlepszym przypadku. Wytwórnia ma twórców w dupie, bo uważa, że nie poradzą sobie bez niej. Uwierzcie, poradziliby sobie. Internet jest w dzisiejszych czasach potężnym narzędziem. Niezależni artyści zarabiają niemało, a sprzedają swoje utwory, dzieła właśnie w sieci. Jest wiele serwisów umożliwiających dystrybucję własnego dzieła. Naprawdę, wystarczy dobra wyszukiwarka i wszystko można znaleźć.
W dodatku sposób układania tej umowy. Za zamkniętymi drzwiami, po cichu. Bez nagłaśniania. Gdzie my żyjemy? Podobno w państwie demokratycznym… Co jak co, ale ja tego demokracją nie nazwę.
Ach, tak. Nie boję się pisać tak otwarcie. Internet miał być otwarty. Miał być oazą wolności, miał być wolnością samą w sobie. Miał łączyć, nie dzielić. Miał rządzić się własnymi zasadami, netykietą. Miał być mostem pomiędzy ludźmi, nie czymś, w czym rządzić miały jakieś wielkie firmy, korporacje.
Czym się stał?
W Internecie jest wolność. Jeszcze. Chcą ją nam zabrać. Rządy zrobiły już prawie wszystko, mają władzę wszędzie. W rządach rządzą prezesi wielkich korporacji. Wszystko kręci się wokół pieniądza i władzy… A teraz jeszcze chcą się dobrać do internetu, wepchnąć swoje brudne tłuste łapska w coś, czego nie rozumieją…
I niestety są w stanie to zrobić!
Internet jest otwarty. Każdy może do niego wejść. Ale nie każdy powinien. Władza niszczy. Chociaż nie. Władza sama w sobie nie, bo za nią ciągnie się odpowiedzialność. Władza bez odpowiedzialności, bez sumienia. Kiedy liczy się tylko kasa, kasa, kasa… To niszczy. Niszczy człowieka, który ją ma. Niszczy wszystko, czego dotknie. A wkrótce już nie jest człowiekiem. Nigdy nim nie będzie. Nigdy więcej…
Ale Internet jest bezlitosny. Nie pozwala sobą pomiatać. Nawet przesiąknięty komerchą potrafi się z niej otrząsnąć – bo Internet to ludzie. Po drugiej stronie klawiatury, za masą kabli, sprzętu, sygnałów elektrycznych, mikroprocesorów, siedzi drugi człowiek. To inna osoba, która też ma uczucia. Która także ma siłę. Potrafi walczyć. Cóż zrobi rząd, kiedy całe społeczeństwo wyjdzie na ulicę? Kiedy kraj zamrze na jeden dzień? Kto zareaguje? Policja? Wojsko? A co, to nie ludzie? Tam służy Twój brat, Twój mąż, Twój ojciec… Też korzystają z Internetu. Zresztą, co tam Internet – cenzura, wsadzanie do paki za błahostki. Wiecie, co mi się kojarzy? Zabory. Polska pod zaborami.
Baśka Kwarc ogłosiła stan wojenny. Wiecie co? Gratuluję. Baśka, zgłaszam gotowość do obrony polskiego Internetu!
Zresztą, artykuł 30 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej (mirror, bo witryna sejmu chodzi w kratkę):
Przyrodzona i niezbywalna godność człowieka stanowi źródło wolności i praw człowieka i obywatela. Jest ona nienaruszalna, a jej poszanowanie i ochrona jest obowiązkiem władz publicznych.
Zapewniacie nam wolność, a potem chcecie ją odebrać… Nie jesteście ludźmi, nie ważcie się określać Polakami. Nie jesteście godni tego miana… Nie o taką Polskę walczyli nasi dziadkowie i ojcowie…
A teraz wybaczcie mi, muszę przygotować się na wizytę panów w czarnych garniturach, którzy po raz kolejny odniosą sukces w walce z wolnością słowa…
